ROZDZIAŁ 9

Święta, święta i po świętach. Beztroski czas, w którym tak jak w Hogwarcie jak i poza nim nie wydarzyło się nic złego (Allie: „A nie mówiłam?) mija szybko i po dwóch tygodniach uczniowie wracają do Szkoły Magii i Czarodziejstwa. Nauczyciele początkowo są bardzo wyrozumiali i nie zadają zbyt wielu zadań domowych. Ten fakt Allie chcie jak najlepiej wykorzystać.
—Biblioteka, dzisiaj po lekcjach — oznajmia tajemniczo Jinowi, Val i Dante przez dwukierunkowe lusterka, które podarowała im z okazji świąt. „Do celów śledztwa” zaznaczyła wtedy, choć przez te dwa tygodnie używała ich także w błahym celu wypytywania się codziennie „co tam” w przeróżnych porach dnia.
Cała trójka odpowiada na wezwanie Puchonki i po skończonych zajęciach udaje się się do biblioteki. Dziewczyna już tam na nich czeka.
— Hejka — mówi szeptem dziewczyna z uwagi na miejsce w którym się znajdują. — Ostatnio było spokojnie w Hogwarcie, ale my nie możemy siedzieć bezczynnie. Nie wiemy, czy właśnie w tej chwili nie jest planowany kolejny atak, my musimy być szybsi. Mamy odrobinę przewagi, bo znamy nazwę zaklęcia, którym się posługuje. Dlatego musimy się o tym dowiedzieć jak najwięcej. Proponuję się rozdzielić i poszukać jakichś informacji. Na końcu wymienimy się nimi, co wy na to?
Wszyscy się zgadzają i przystępują do przeszukiwania regałów. Jin-sun zastanawia się, od jakiego działu w bibliotece właściwie powinien zacząć.
Chłopak na początek wybiera dział Zaklęć i Uroków. Bardzo prawdopodobne,  że jak tam się uda, to znajdzie jakieś informacje na temat tego zaklęcia, jego szczegółowy opis czy sposób użycia. Ma nadzieję, że znajdzie cokolwiek, co mogliby wykorzystać w śledztwie.
Książek jest tak wiele, że nie wiadomo nawet od czego zacząć. Jin-sun przegląda pobieżnie tytuły, niektóre znane mu z nazwy, lecz większość widzi pierwszy raz. Jego uwagę przyciąga egzemplarz „Ukrytych mocy, o których posiadaniu nie masz pojęcia i z którymi nie wiesz, co począć, kiedy już zmądrzejesz”, lecz po jego przekartkowaniu stwierdza, że nie ma tam nic istotnego. Szybko odkłada również „Podstawowe zaklęcia dla tych, którzy nie mają czasu”, jako że ich opis kompletnie nie pasuje do tego, czego szukają. Większą nadzieją napawają go „Zwariowane zaklęcia dla lekko stukniętych magów”. Postanawia przeglądnąć ją dokładniej, lecz nie znajduje tam chociażby wzmianki o podobnym zaklęciu. Nie poddaje się jednak i szuka kolejnych książek.
Tymczasem Dante przegląda inną część biblioteki.
Dante od razu swoją uwagę skierował na Dział Encyklopedii i Leksykonów. Nazwy zaklęć (przynajmniej te łacińskie), których chłopak do tej pory uczył się na lekcjach, wiele mówiły o ich zastosowaniu. Natomiast słowo "Apatheia" wydawało się być wyraźnie zainspirowane greką. Jeśli udałoby się odkryć jego znaczenie, to może i same skutki zaklęcia również stałyby się bardziej zrozumiałe.
Ten dział biblioteki jest bardzo obszerny, gdyż zawiera olbrzymią ilość wiedzy skondensowaną w księgach, które często liczą wiele tomów. Dante umyślnie omija encyklopedie związane bezpośrednio z światem czarodziejskim takie jak “Wielką Encyklopedię Smoków Brytyjskich” czy “Leksykon Wojen Goblińskich XVIII wieku”. Szuka bardziej ogólnego źródła wiedzy i napotyka w końcu na “Słownik grecko-angielski i angielsko-grecki”. Przeszkodą dla niego jest to, że greckie słowa zapisane są alfabetem greckim. Na szczęście, na pierwszej stronie zostało wytłumaczone jakie litery odpowiadają tym powszechnie używanym w Anglii, więc w końcu udaje mu się znaleźć odpowiednie słowo: “απάθεια - apatia”. Nie jest to zbyt odkrywcze, więc postanawia ugryźć problem z innej strony i sprawdzić słowo “apatia” w encyklopedii — słyszał już to słowo niejednokrotnie, lecz nie był w stanie podać jego definicji. Wyjmuje gruby tom encyklopedii z pojęciami na literę “A”. Ten zapewnia mu już więcej informacji:
“apatia:
1.«stan całkowitego zobojętnienia, niewrażliwości na bodźce»
2.«w stoicyzmie: stan równowagi wewnętrznej, spokoju ducha i wyzwolenia od namiętności»”
Pierwsza definicja pasuje w dużej mierze do opisu skutków zaklęcia, lecz Dante nie jest pewny, czy druga część nie jest również istotna. Postanawia, że rozwiążą tę kwestię później wszyscy razem. Być może ktoś jeszcze znajdzie istotne informacje, które rozjaśnią tę sprawę.
Val pomyślała, że przecież każde zaklęcie musi mieć swój początek. Na kartach historii musi być także wzmianka o tym, którego szukają. Pewnym krokiem podchodzi więc do Działu Historii Magii i zaszywa się między grubymi tomiszczami.
Val z uwagą przegląda książki ustawione na półkach. Bez większych nadziei sprawdza “Antologię zaklęć osiemnastowiecznych”, gdzie nie znajduje nic istotnego. “Przewodnik po magii średniowiecznej” wygląda obiecująco, w końcu “apatheia” brzmi całkiem staroświecko, lecz również nie ma tam wzmianki o zaklęciu. Nagle Val rzuca się w oczy tytuł: “Skąd biorą się zaklęcia? Historia powstania wybranych zaklęć” Val stwierdza, że skoro nie może znaleźć konkretów co do “Klątwy Apathei”, co mogło być trudne, skoro nawet Dumbledore nie znał tego zaklęcia, to chociaż spróbuje się dowiedzieć czegoś na temat tworzenia zaklęć. Otwiera książkę i czyta:
“Tworzenie zaklęć to bardzo zaawansowana i niebezpieczna dziedzina magii. Jak właściwie to działa? Najważniejsza rzecz, która bywa nawet ważniejsza od wiedzy magicznej czarodzieja to odpowiednie nastawienie, które jest wymagane, aby osiągnąć oczekiwany wynik. Oczywiście, tworzenie zaklęcia to niebezpieczny proces równoznaczny ślepemu eksperymentowaniu z nieskrępowaną magią, między innymi taką, która objawia się u młodego czarodzieja, nieświadomego jeszcze swoich umiejętności i nie umiejącego jej kontrolować. Bez właściwego nastawienia i niewzruszonej dyscypliny przypadki użycia magii nieskrępowanej przez świadomego już czarodzieja mogą sprawić więcej szkód niż pożytku. Gdy już jednak zaklęcie zostanie stworzone, możliwe jest jego odtworzenie o ile ta sama intencja towarzyszy przy jego rzucaniu. Co za tym idzie, potrzebny jest fizyczny sygnał, który pomoże osiągnąć tę intencję. Dlatego właśnie, przy tworzeniu zaklęcia przydatne są: odpowiedni ruch różdżką i/lub inkantacja. W Wielkiej Brytanii inkantacje najczęściej pochodzą z łaciny i bezpośrednio nawiązują do efektu zaklęcia, choć czasem spotyka się też zaklęcia pochodące z języka angielskiego (jak na przykład ‘Obliviate’) Jednak, jeśli czarodziej potrafi osiągnąć odpowiednie nastawienie (intencję) samodzielnie, nie musi posługiwać się słowną inkantacją (patrz: Zaklęcia Niewerbalne)”
Val nie jest pewna, czy coś z tego co przeczytała przyda się w śledztwie, lecz mimo to decyduje, że podzieli się tym z resztą.
W końcu po godzinie poszukiwań Allie stwierdza, że jest odpowiedni czas, by wymienić się informacjami. Czwórka przyjaciół siada przy jednym ze stolików w bibliotece i szetpem wymieniają się informacjami.
— A więc o to chodzi z tą “apatheią” — myśli na głos Allie. — Strasznie dziwna sprawa, dlaczego akurat greka, no nie? Ja poszłam na Dział Mugolski, bo myślałam, że to może jakieś mugolskie słówko albo, że się wzięło od czegoś mugolskiego. Mają tam parę książek o starożytnej Grecji, ale to są różne nudne rzeczy jak historia czy sztuka. Chociaż niektóre rzeźby… — Allie zachichotała a jej policzki zrobiły się lekko różowe. — No nie ważne, w każdym razie wzięłam tę książkę. — Pokazała na średnich rozmiarów książkę “Mugolska filozofia, czyli jak żyli starożytni Grecy nie umiejący posługiwać się magią” — Chodzi o to, że mam wrażenie, że już gdzieś ją widziałam i na pewno nie była to ta biblioteka. Może gdzieś w Hogwarcie, może na Pokątnej… Nie daje mi to spokoju. W spisie treści nie znalazłam wprawdzie nic o apathei, ale chyba przeczytam to dokładniej następnym razem. Chociaż dużo tu jest trudnych nowych słów, które niby są wyjaśnione, ale wciąż nie ogarniam, o co z nimi chodzi. Jednak już jest późno, myślę, że na dziś nam wystarczy — stwierdza dziewczynka. — Ale co wy myślicie, ma to sens? Czy może trzeba skupić się na czymś innym następnym razem? Co o tym sądzisz, Jin-sun?
— Uważam, że całkiem rozsądne byłoby znalezienie czegoś o klątwach również. O samych klątwach wiemy niewiele albo w zasadzie nic. Nie wiem, czy znajdziemy coś, ale spróbować zawsze można.
—Okej, to jest myśl! — mówi Allie. —- Może wypożyczysz coś i spróbujesz się dowiedzieć, czy na przykład jest jakiś sposób, by odwrócić klątwę?
Wszyscy idą jeszcze raz przeglądnąć regały. Decydują, że książka „Zaklęcia i przeciwzaklęcia - klasyfikacja i charakterystyka” będzie odpowiednią lekturą, szczególnie, że w spisie treści był cały rozdział poświęcony klątwom.
— Są trzy egzemplarze… Ale nie wiem, czy nie będzie to zbyt podejrzane, jeśli wypożyczymy wszystkie razem, Przyjaciel może to zauważyć. Więc zostajemy przy tym, że Jin to przeczyta. Krukoni lubią czytać, no nie?
Jin-sun nie próbuje zaprzeczyć i bierze ze sobą książkę, w końcu była to prawda. 
— Widzimy się na Astronomii, no nie? — upewnia się Allie. — Dziś mamy wszyscy?
Val, Dante i Jin kiwają głową. Przyjaciele razem udają się do biurka pani Pince, gdzie zapisuje ona książkę pożyczoną od Krukona, a później udają się na kolację. 

Lekcje Astronomii w Hogwarcie odbywają się zawsze raz w tygodniu na najwyższym piętrze Wieży Astronomicznej. Zajęcia zaczynają się  o północy, gdyż jest to najdogodniejszy czas na obserwację nieba. Astronomia to przedmiot obowiązkowy przez pięć pierwszych lat w Hogwarcie i choć uczniowie na początku są zwykle podekscytowani tym, że nie jest to typowy wykład tylko praca z teleskopem, wkrótce ich zapał gaśnie, gdy muszą przez kilka godzin uporczywie wpatrywać się w niebo i uzupełniać skomplikowane tabele i wykresy. 
Młoda nauczycielka tego przedmiotu, Aurora Sinistra zwykle wprowadzała uczniów w temat lekcji i to czym będą się danej nocy zajmować, a później dawała im czas na samodzielną pracę. Choć kobieta tego zbytnio nie pochwalała, uczniowie prowadzili ciche rozmowy między sobą, jednak nie robiła z tego większych problemów, o ile oddawali później zadania na czas. 
Allie, Dante, Val oraz Jin ustawiają swoje teleskopy blisko siebie. Krukon zdołał przeczytać już część książki, którą wypożyczył.
— Opowiadaj wszystko co wiesz — nalega Allie szeptem. — Wiesz, jak powstrzymać klątwę? Na czym one w ogóle polegają?
— Jest o tym wzmianka… — mówi Jin-sun. — Ale czy jesteście pewni, że możemy o tym rozmawiać tu tak otwarcie? Ktoś może nas podsłuchać.
— Ale to jest ważne! W każdej chwili coś się może stać, musimy wiedzieć jak temu zapobiec. Poza tym, myślicie, że ktokolwiek z osób wkoło nas wykorzysta te informacje przeciw nam? Wiemy, że Przyjaciel jest starszy od nas, więc na pewno nie jest on z naszego roku. Co nie, Dante? Przekonaj Jin-suna, że nie ma na co czekać.
Dante przez chwilę zastanawia się nad tym, czy oby faktycznie Lee nie ma racji. Niby Przyjaciel w swoim liściku napisał, że jest starszy, ale to nie znaczy, że nie ma żadnych pomocników albo po prostu, że nie kłamał. Z drugiej strony...
"To, że ktoś będzie nas podsłuchiwał, może też wyjść nam na dobre" myśli, spoglądając się na czubki swoich butów i podpierając podbródek ściśniętą w pięść ręką. "Ale... to niebezpieczna strategia".
Brunet postanawia jednak nie zastanawiać się zbyt długo nad tym, czy jego plan jest dobry. Nie było sensu tracić jeszcze więcej czasu. Podnosi więc wzrok i kieruje go w stronę Jin-suna.
— Opowiedz nam wszystko teraz. Im prędzej będziemy wiedzieć wszystkie fakty, tym szybciej będziemy mogli zareagować. 
— A wy — kontynuuje już szeptem, odwracając się w stronę dziewczyn — i ja zresztą też, miejmy oczy otwarte. Jak tylko ktoś obok nas będzie się podejrzanie zachowywał, to mamy albo potencjalnego sprawcę, albo pomocnika. 
To powiedziawszy, brunet odgarnia nerwowo grzywkę, która przysłoniła mu trochę jedno oko. Ma nadzieje, że jego decyzja nie zakończy się dla nich tragicznie... Decyduje się nie nękać tymi niepewnościami i mrużąc oczy rozgląda się wokół, już szukając jakiegokolwiek podejrzanego zachowania.
— A więc klątwa jest jedną z kategorii zaklęć — zaczyna mówić Jin-sun. — Są jeszcze uroki, transmutacje, przekleństwa… Ogólnie każda z nich charakteryzuje się czymś innym i ma konkretny cel. Klątwy są najgorszym rodzajem magii, używa się je z intencją do wyrządzenia szkody, kontroli, a nawet morderstwa.
W czasie wypowiedzi chłopaka, Dante rozgląda się dyskretnie. Większość osób pracuje nad wyznaczonym zadaniem i spogląda co chwilę w teleskop i zaznacza coś na kartkach. Tony wymazuje coś różdżką, a później pisze coś na tym miejscu; wygląda na skupionego. Diane stojąca trochę dalej sprawia wrażenie niezadowolonej - niechętnie pracuje, zerkając co chwilę po bokach - a to na Andrew, który nie udaje nawet, że robi zadanie, tylko pisze coś w dzienniku - a to na Valkirię. Gdy spojrzenie Dante krzyżuje się z tym dziewczyny, postanawia na chwilę zająć się zadaniem, lecz nie przestaje słuchać Jina.
— To czarna magia. Może się okazać, że bez przeciwzaklęcia nie da się zdjąć Klątwy Apathei. — dodaje Lee.
— Znalazłeś je? Przeciwzaklęcie? — pyta Allie.
— Tylko twórca zaklęcia je pewnie zna… O ile je w ogóle stworzył.
— Musi być inny sposób — stwierdza dziewczyna. — Przecież Aurelia i Benjamin czują się już dobrze, przeszło im.
— Każde zaklęcie ma określony czas trwania. Po jego upłynięciu przestaje działać, zazwyczaj, choć na przykład zaklęcie zapomnienia może być trudno odwracalne.
— Dobra, ale nie mówimy o zaklęciu zapomnienia — wtrąciła zniecierpliwiona Puchonka. — Czyli nie jesteśmy w stanie nic zrobić?
— Jeśli klątwa nie jest złożona, może zadziałać Finite Incantatem, uniwersalne przeciwzaklęcie. 
— Czyli to mogłoby być takie proste? — pyta sceptycznie Allie.
Val rozgląda się zgodnie z radą Dante. Tak jak i on zwraca uwagę na Tony’ego, Dee, Andrew. Widzi też, jak profesor Sinistra pomaga jednemu z Krukonów, który musiał mieć wątpliwości w zadaniu. Ślizgon, z którym Val miała kiedyś okazję walczyć, Evan, wraz z paroma innymi uczniami tego domu, pogrążeni są w rozmowie. Z odległości trudno usłyszeć o czym dyskutują, lecz ktoś lub coś sprawiło, że śmieją się dość głośno. Gryfonka postanawia przyjrzeć się bliższemu otoczeniu. Zauważa, że pewna czarnowłosa Puchonka znajduje się trochę zbyt blisko, a przynajmniej Val wydaje się, że na początku lekcji była odrobinę dalej.
— Chyba tyle z ważnych rzeczy — stwierdza Jin-sun — Aż tak dużo nie było w tej książce o klątwach, nie dziwne, skoro zahaczają o czarną magię.
— Dante, Val, zauważyliście coś dziwnego w zachowaniu innych osób wokół? — Allie pyta. — Albo może myślicie, że ktoś może coś wiedzieć?
— Może powiecie, że mam paranoję — Val ścisza jeszcze bardziej głos — ale mam wrażenie, że dziewczyna po lewej się nam przysłuchuje. Mogłabym przysiąc, że jeszcze na początku lekcji siedziała dalej od nas. To wydaje mi się bardzo podejrzane. Radzę, żeby przerwać nasza dyskusje w tym momencie i dokończyć ją w bardziej dyskretnym miejscu — spogląda ukradkiem w stronę dziewczyny — i dowiedzieć się więcej o naszym małym szpiegu. Jest teraz w kręgu podejrzanych.
Allie zerka w lewą stronę.
— O, mówisz o Glendzie? Jestem z nią w dormitorium — szepcze dziewczyna. — Bywa ona wścibska, no ale nie wiem, czy byłaby zdolna do czegoś tak złego…
— Nie możemy jej lekceważyć — mówi Dante. — W ten sposób nigdy nie znajdziemy podejrzanego.
— Chyba masz rację — niechętnie zgadza się ze Ślizgonem. — Będę się jej uważnie przyglądać, czy nie kontaktuje się z kimś starszym, a co mogłoby być podejrzane.
— Okej, porozmawiamy o tym jeszcze później — dodaje Jin. 
Resztę zajęć pracują w ciszy i gdy profesor Sinistra ogłasza koniec zajęć, bardzo powoli zbierają swoje rzeczy, żeby sprawdzić, czy czarnowłosa Puchonka również będzie się ociągać. Dziewczyna robi to jednak dość sprawnie, rzuca tylko pobieżne spojrzenie na grupkę przyjaciół i odchodzi.
— Chyba już się wystarczająco nasłuchała… — odpowiada Allie. — Myślicie, że idzie teraz to przekazać komuś?
— O tej porze może być ciężko — stwierdza Val. — Ale powinnaś iść za nią i się upewnić, że idzie do waszego Pokoju Wspólnego. Jeśli cała nasza czwórka pójdzie, to będzie podejrzane. W razie czego skontaktuj się z nami przez lusterko.
Allie kiwa głową i rusza za koleżanką z dormitorium. 
— No, dzieciaki, zbierajcie się już — pogania Jin-suna, Dante i Val profesor Sinistra. — I wracajcie od razu do swoich dormitoriów.
Dante ostatni raz spogląda na nocne niebo i wydaje mu się, że widzi jakiś dziwny kształt. Z daleka trudno jest określić, co to może być, więc spogląda w teleskop.
Teraz jest całkowicie przekonany, że tym czymś jest ktoś lecący na miotle. Uczeń, jakiś starszy, bazując na jego rozmiarach, lecz Ślizgon nie jest w stanie rozpoznać jego twarzy. Jego ruchy są brawurowe, na gust Dante ZBYT brawurowe i zdecydowanie zbyt blisko Wierzby Bijącej. 
— Lekcja się już skończyła, panie Medeley — mówi profesor Sinistra. — było wystarczająco dużo czasu na zrobienie zadania.
— Niech pani profesor zobaczy — mówi Dante i podaje jej swój teleskop.
Nauczycielka niechętnie spogląda z urządzenie, a Val i Jin-sun z ciekawością spoglądają w swoje. 
— Do łóżek — nakazuje profesor uczniom, gdy już zobaczyła, to co miała zobaczyć. — Gryfoni, oni zawsze coś wymyślą… — mamrocze cicho i zbiega schodami w dół wieży.
Valkiria, Dante i Jin-sun patrzą się na siebie.
— To jest Gryfon? — mówi zmartwiona Val. — Nawet nie zauważyłam. Ale to jest strasznie dziwne, dlaczego lata akurat z tej strony zamku? A nie na boisku Quidditcha?
— Wydaje mi się, że może być z nim coś nie tak… — stwierdza Dante. — Kto normalny lata o tej porze na miotle i to tak, jakby nie bał się śmierci?
— Czy myślicie, że on może...? — Val nie dokańcza zdania, lecz nie jest to konieczne, bo chłopcy domyślają się o co jej może chodzić — Powinniśmy pójść za profesor Sinistrą?
—Coś jest nie tak... I jeśli naprawdę on... To nie możemy tego tak zostawić.. Nie chcę nawet myśleć, co może się stać jeśli nic nie zrobimy... Powinniśmy iść i pomóc... Chodźcie — Jin-sun macha ręką, dając znak, by poszli za nim i zaczyna biec za profesor.
Dante i Valkiria biegną za chłopakiem. Z Wieży Astronomicznej do wyjścia muszą przebyć wiele schodów i korytarzy. Trudno im uwierzyć w swoje szczęście, że nie napomknęli się po drodze na Irytka czy choćby Pana Morris. Nie dogonili profesor Sinistry, domyślili się, że musiała znać jakiś skrót, dzięki któremu w błyskawicznym czasie dotarła do chłopaka.
Gdy w końcu wybiegają z zamku i docierają pod Wierzbę Bijącą, profesor Astronomii próbuje zmusić ucznia, by wylądował.
— Panie Singh, szlaban ma pan murowany, ale jeśli nie chce pan, by Gryffindor stracił kolejne 50 punktów to proszę natychmiast zejść z tej miotły! — krzyczy kobieta, a jej głos roznosi się donośnie po błoniach.
Val kojarzy dobrze siódmorocznego chłopaka, gdyż sprawiał on kiedyś problemy podczas jednego z meczy Quidditcha, w którym  nie mógł wystąpić i przez to naprzykrzał się innym. Tym razem jednak twarz jego jest łagodna i spokojna. Nie reaguje na słowa profesor Sinistry i wciąż lata, próbuje nabrać rozpędu, a celuje w Wierzbę Bijącą. Coś jednak sprawia, że w ostatniej chwili zawsze umyka zderzeniu z nią, a profesorka wydaje tylko okrzyki przerażenia i grozi, by już więcej jej nie straszył.
Nauczycielka, zdaje się, nie zauważyła przybycia pierwszorocznych.
— Czy on będzie robił to w nieskończoność? — zastanawia się Valkiria, mimowolnie wzdrygając się, gdy Gryfon prawie trafił w drzewo —To nie jest normalne, w końcu mu się coś stanie.
— Profesor Sinistra chyba myśli, że on z nią pogrywa… — stwierdza Jin-sun. — A on zdecydowanie nie zachowuje się typowo. 
Dante zastanawia się, czy nauczycielka w ogóle planuje coś zrobić, zamiast tylko krzyczeć na chłopaka; nie wyjęła nawet różdżki.Tymczasem Singh znowu to robił, znowu rozpędzał się i tym razem wyglądał na o wiele bardziej zdeterminowanego niż wcześniej.
Chłopak zastanawia się, czy może nie dać do zrozumienia nauczycielce, że bez użycia magii się nie obejdzie. Boi się jednak, że to nie tylko nie da żadnych rezultatów, ale rozzłości jeszcze bardziej profesor Sinistrę, która już i tak wydaje się być poddenerwowana niezrozumiałym dla niej zachowaniem Singha. Koniec końców więc decyduje się samemu podjąć jakieś kroki, żeby pomóc niebezpiecznie latającemu chłopakowi. To, oczywiście, jest pomysł bardzo ryzykowny, nawet ciut za bardzo, by specjalnie podobał się on Dantemu, ale ostatecznie brunet dochodzi do wniosku, że lepszej opcji nie ma.
Problem z tym sposobem działania jest dość łatwy do zauważenia - Dante, jako pierwszoroczniak, nie ma zbyt wielkiego zasobu zaklęć, z których może wybrać to odpowiednie, umożliwiające bezpieczne ściągnięcie chłopaka na stały grunt, najlepiej z dala od niebezpiecznego drzewa. Szuka więc w pamięci czegokolwiek, co by choćby złagodziło sytuacje i zmniejszyło niebezpieczeństwo, jednak i tu nic mądrego nie przychodzi mu do głowy. W końcu przypomina sobie słowa Lee, te o Finite Incantatem, jedynym zaklęciu, które mogłoby zniwelować efekty klątwy. Podziela sceptycyzm Allie - to nie może być tak proste - z drugiej jednak strony twórca Klątwy jest prawdopodobnie tylko uczniem jak oni sami... i, prawdę mówiąc, brunet naprawdę nie ma lepszego pomysłu.
Usiłując się stanąć pewnie na nogach, Dante celuje swoją różdżkę w Singha i mówi stanowczym tonem:
— Finite Incantatem.
Pod wpływem zaklęcia coś się zmienia. Chłopak otrząsa się z dziwnego stanu i z przerażeniem zauważa, jak blisko jednej z gałęzi drzewa jest. Tym razem nie udaje mu się go zręcznie ominąć i Gryfon krzyczy, gdy zostaje przez nią uderzony. Nauczycielka uświadomiwszy sobie, że to nie były tylko wybryki Singha szybko pacyfikuje Wierzbę Bijącą i także za pomocą zaklęć pomaga mu bezpiecznie dostać się na ziemię.
Chłopak wygląda na wstrząśniętego.
— To…to... jak? To tak po prostu zniknęło? — pyta z niedowierzaniem.
— Co zniknęło? — marszczy brwi profesor Sinistra. Odwraca wzrok w stronę Dante, Val i Jin-suna. — A wy… Zacznijmy od tego, że właściwie nie powinno was tu być! Co to miało być?
— My… On był pod wpływem zaklęcia, nie mogliśmy stać bezczynnie! — tłumaczy Jin-sun w imieniu wszystkich.
Nauczycielka już przygotowuje się na dłuższą przemowę, lecz zauważa jak trzęsie się siedemnastolatek, który jest w samej piżamie, więc tylko wzdycha i wyczarowywuje dla niego koc.
— Dokończymy ten temat jutro. Minus dziesięć punktów od każdego z waszych domów. A teraz idźcie do łóżek, ja zabieram pana Singha do Skrzydła Szpitalnego.

Następnego ranka, gdy Allie dowiaduje się, co ją ominęło jest niepocieszona.
— Coo? Czemu mnie omijają takie rzeczy? — jęczy niezadowolona. — Ja poszłam za Glendą i okazało się, że tak jak wszyscy normalnie idzie do Pokoju Wspólnego. W dodatku zauważyła, że idę za nią i musiałam z nią gadać o jakichś głupotach. Chociaż wypytywała się też o naszą grupkę, dziwiła się, czemu tak często można nas spotkać razem. Nie wyczuwałam przy tym żadnej groźby, czy złych intencji, ale nie wiem… Nie lubię takich wścibskich osób. Przejdźmy lepiej do tego, co wy widzieliście… A więc to Singh jest kolejną ofiarą? Nie powiem, że mi go szkoda, nie lubię gościa, ale to się w ogóle nie trzyma kupy! Aurelię i Benjamina jeszcze coś łączy, przyjaźnią się i w ogóle, no ale Singh? Wątpię, żeby oni kiedykolwiek zamienili choć jakieś słowo.
— Musi być coś, czego my jeszcze nie zauważyliśmy — stwierdza Val.
— To na pewno… I co, teraz pewnie będą was chcieli przepytywać, skąd wiedzieliście o zaklęciu? — pyta Allie.
— Profesor Sinistra pewnie tego tak nie zostawi — odpowiada Dante.
— No to tyle z naszej dyskrecji — mówi Puchonka. — Chociaż… Może bezpieczniej byłoby pominąć trochę rzeczy? 
Przyjaciele nie zdążają przedyskutować tej sprawy, gdyż muszą iść na lekcje.
— Koniecznie dajcie później znać, jak poszło przesłuchanie — mówi na odchodnym Allie.

Po lekcjach Val, Dante i Jin-sun zostają wezwani do gabinetu profesora Heffernana. Jest tam również profesor Sinistra oraz Aryan Singh, który wygląda w porządku oprócz tego, że ma lekko podkrążone oczy. 
— Pewnie domyślacie się, dlaczego tu jesteście — zaczyna profesor Obrony Przed Czarną Magią. — Słyszałem już od profesor Sinistry część historii. To pan Medeley użył zaklęcia, które przerwało czar rzucony na pana Singha, zgadza się?
Dante kiwa głową.
— To było bardzo odważne i ryzykowne z twojej strony, Dante — mówi Heffernan. — Lecz dzięki temu nic poważnego nie stało się panu Singhowi. Dlatego chciałbym cię nagrodzić dwudziestoma punktami dla Slytherinu.
— Ależ, Kirk, nie sądzisz, że jesteś zbyt pobłażliwy? To są pierwszoroczni, których nie powinno tam w ogóle być! — oburza się profesor Sinistra.
— Myślę, że gdyby nie oni, to pan Singh nie siedziałby tu teraz z nami, tylko w najlepszym przypadku w Skrzydle Szpitalnym, więc mam nadzieję, że uszanujesz moją decyzję, Auroro.
Nauczycielka milknie niechętnie.
— Dobrze, przejdźmy do właściwej rozmowy. Chciałbym się dowiedzieć, skąd wiedzieliście, że pan Singh jest pod wpływem zaklęcia? I skąd wpadliście na pomysł, że rzucenie Finite Incantatem to najlepsze rozwiązanie?
Wszyscy popatrzyli po sobie wzrokiem, który zdradzał ich zmieszanie, chociaż dobrze wiedzieli, że taka rozmowa będzie ich czekać. „Jak wiele można zdradzić?”, myśli Val. Ta decyzja może albo na dobre przekreślić losy ich śledztwa albo pomóc. W końcu dorośli mają większe doświadczenie i lepiej poradzą sobie z klątwa. 
— My bardzo martwiliśmy się o naszych przyjaciół Aurelię i Benjamina. Rozmawiając z nimi dowiedzieliśmy się, że ich zachowanie przed wypadkiem nie było wcale przypadkowe. Widząc Singha zrozumieliśmy, że coś jest nie tak i prawdopodobnie stał się trzecią ofiarą, dlatego musieliśmy interweniować.
— Ach, tak… — profesor przygląda się uważnie Val i w końcu chyba stwierdza, że odpowiedź go satysfakcjonuje. — Tak jak sądziłem, wiele osób zainteresowało się tymi sprawami. Pamiętam, jak przyszła panna Bright tutaj wraz z panną Graham, aby dowiedzieć się czegoś więcej. Tak, od razu wiedziałem po co przyszłyście i uznałem, że lepiej byście dowiedziały się czegoś ze sprawdzonego źródła, a nie z plotek, których w Hogwarcie jest masa. Oczywiście wolałbym nie szerzyć większej paniki, szczególnie, że i tak żyjemy w niewesołych czasach, ale teraz, gdy wiemy, że sprawca nie zaprzestał na dwóch atakach, podam tę sprawę do publicznej wiadomości wszystkich uczniów — tłumaczy nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią.
— Szkoda, że musiało kolejnej osobie coś się stać, by ktoś uznał, że uczniowie mają prawo wiedzieć o świrze co łazi i rzuca zaklęcia na niewinnych uczniów. — wtrąca kąśliwie Aryan Singh. — A w dodatku to jacyś pierwszoroczni biorą sprawy w swoje ręce — nikomu nie umyka fakt, że chłopak mówiąc to zerka w stronę profesor Sinistry — a nie ludzie, którzy to powinni robić.
— Panie Singh, rozumiem, że jest pan rozżalony, ale nie powinniśmy obwiniać nikogo, oprócz sprawcy, czyli tego, kto rzucił zaklęcie — mówi stanowczo profesor Heffernan. — Niestety, nie jesteśmy w stanie pilnować i kontrolować stanu każdego ucznia z osobna. Jeśli tylko zgłosiłby pan się  do któregokolwiek z nauczycieli ze swoim problemem wcześniej to być może-
—„Nie powinniśmy obwiniać nikogo”, tak?! To dlaczego mam wrażenie, że właśnie teraz na mnie zwalana jest wina? — gniewnie pyta chłopak. — Z własnej woli chciałem nic nie czuć, a rozbijanie się o drzewa to moje hobby! Tak, jasne, tak właśnie było! — dodaje ironicznie. 
— Nie, Aryanie, źle mnie zrozumiałeś, miałem na myśli kompletnie co innego — szybko zaczyna tłumaczyć się profesor Heffernan. — Porozmawiamy na spokojnie za chwilę. Mam prośbę do was — zwraca się do Val, Jin-suna i Dante — dobrze, że pan Medeley użył Finite Incantatem, lecz chciałbym was prosić, żebyście nie rozpowszechniali tej informacji.
Wszyscy pozostali patrzą zaskoczeni na profesora.
— Ale Kirk… To mogłoby uratować komuś życie, tak jak z panem Singhem! — oburza się profesor Sinistra.
— Owszem, tu się zgadzam, jednak absolutnie nie możemy dopuścić do tego, żeby sprawca dowiedział się, że mamy sposób na jego zaklęcie. Może zacząć planować stworzenie przeciwzaklęcia, które będzie znać jedynie on i wtedy nie będzie absolutnie żadnego sposobu, by uwolnić ofiarę spod działania czaru — tłumaczy mężczyzna. — Jeśli jeszcze raz napotkacie na kogoś, kogo podejrzewacie o bycie pod wpływem zaklęcia, niezwłocznie zgłoście to nauczycielowi, najlepiej mnie. Oczywiście, mam nadzieję, że to się już nie stanie, lecz jeśli od tego będzie zależeć czyjeś życie, to za użycie zaklęcia nie spotka was żadna kara. Panno Bright, panie Medeley, panie Lee, dziękuję wam na razie, możecie już iść.
Trójka przyjaciół wychodzi z gabinetu profesora. 
— Myślicie, że profesor Heffernan wie coś więcej niż my? — pyta Dante. — Pewnie nie zdaje sobie sprawy z tego, ile my wiemy.
— Albo wie i nie daje po sobie tego znać — mówi Val. — Ważniejsze jest, by Przyjaciel nic nie wiedział. 
— Powinniśmy dowiedzieć się więcej o tym, jak Singh znalazł się pod wpływem klątwy? — zastanawia się Jin-sun. — Może być trudniej, bo zbyt wiele o nim nie wiemy.
— Może Allie coś wie, powinniśmy ją znaleźć — stwierdza Val, a chłopcy się zgadzają.
Znajdują dziewczynę niedaleko, bo jeszcze na tym samym piętrze.
— Nie mogłam wytrzymać i jak najszybciej chciałam się dowiedzieć, jak przebiegła wasza rozmowa — tłumaczy się dziewczynka. — Opowiadajcie wszystko!
Dante, Jin-sun i Val wtajemniczają Allie w treść rozmowy. Dziewczyna także dziwi się, gdy słyszy o zakazie rozpowiadania o użytym zaklęciu.
— Bez sensu — stwierdza. — Ludzie powinni wiedzieć jak się bronić! A może by tak najbardziej zaufanym osobom powiedzieć? Nie mogłabym sobie wybaczyć, gdyby komuś z moich najbliższych przyjaciół czy rodziny coś się stało, a ja wiedziałam, jak temu zapobiec.
— No nie wiem… — waha się Val — profesor Heffernan chyba wie, co mówi.
—Myślę, że byłoby to nierozważne... Bardzo nierozważne… — Jin zwraca się do towarzyszy.  — Rozumiem twoje zmartwienie, Allie... Także nie chciałbym, aby komuś coś się stało. I nawet jeśli powiemy najbliższym, to jaką mamy pewność czy z własnej troski nie przekażą tego dalej, prawda? Tak właśnie rozprzestrzeni się to po całej szkole. Nawet nie zauważymy kiedy… a co, jeśli Przyjaciel dowie się o tym, że wiemy jak przerwać działanie klątwy i naprawdę stworzy przeciwzaklęcie, to co wtedy zamierzacie zrobić? Jeśli macie jakiś plan to dobra… Choć  szczerze w to wątpię… Uważam, że w takiej sytuacji nie mamy wyjścia i lepiej, żeby zostało to między nami. To będzie najlepsze rozwiązanie. Tak,  jak mówi profesor Heffernan. A my będziemy mogli dalej prowadzić śledztwo.
— Wiesz co… chyba masz rację — stwierdza smutno Allie. — Szczególnie, że mamy też różne poglądy na to, komu ufać, a komu nie. Czyli po prostu musimy kontynuować śledztwo i mieć nadzieję, że do tego czasu nikomu nic się nie stanie? 
— Tak, tylko to nam zostaje — potwierdza Jin-sun.
— Powinniśmy kogoś przepytać? Znowu znaleźć kogoś bliskiego Singhowi, by dowiedzieć się kiedy to się zaczęło? — zastanawia się Val.
— Nie jestem pewna, czy ma jakichś przyjaciół — mówi Allie. — Jak rozmawiałam z Harriett, która jest z nim na roku, to mówiła, że to niezbyt sympatyczny człowiek. Chociaż może ktoś z drużyny Quidditcha mógł zauważyć… Teoretycznie wciąż do niej należy.
— A może on sam mógłby nam coś opowiedzieć. W końcu jest coś winien za uratowanie mu życia — stwierdza Jin-sun.
Dante w odpowiedzi krzyżuje ręce. Wie, że może i powinien się cieszyć z tego, że udało im się uratować Singha i znaleźć zaklęcie, które może zniwelować efekty klątwy, ale jak na razie czuje jedynie frustracje: są tak blisko prawdy o Przyjacielu, a jednocześnie nie mają bladego pojęcia, kto to może być. 
Rozważa słowa przyjaciół o potencjalnych osobach do przesłuchania. Choć zdaje sobie sprawę, że Aryan byłby najprawdopodobniej najbardziej wiarygodnym i pierwszorzędnym źródłem informacji, to charakter chłopaka już w gabinecie profesora Heffernana działał mu na nerwy.
— Nie sądzę, że powinniśmy pójść do niego, Jinie — mówi, starając się usprawiedliwić swój wybór — Widziałeś jego zachowanie podczas gdy profesor Heffernan nas przesłuchiwał. Strasznie się rzucał. Wątpię, że będzie jakoś specjalnie nam wdzięczny, a jeszcze bardziej, że będzie potulnie odpowiadać na nasze pytania.
W takim razie kto został? Niepewne źródło takie jak znajomi ofiary z drużyny Quidditcha, którzy równie dobrze mogli ich małej grupce nie powiedzieć nic, czy może...
— Allie — mówi stanowczo brunet, odwracając się do swojej blond koleżanki — Twoja siostra wydaje się znać Singha. Skoro są razem w tym samym domu i na tym samym roku musiała zauważyć jakąś zmianę w jego zachowaniu, cokolwiek co mogłoby nam pomóc. 
Gdy nie słyszy protestu ze strony reszty, kontynuuje:
— Po za tym, tobie na pewno uda się coś od niej wyciągnąć. Dlatego sądzę, że to nasza najpewniejsza opcja.
—To chyba nie jest głupi pomysł — stwierdza Allie — chociaż Harriett mówiła, że ma ostatnio dużo na głowie. W końcu pisze OWUTEMy w tym roku i w dodatku cały czas chodzi na treningi Quidditcha. Ale może dla swojej kochanej siostrzyczki znajdzie czas… — wzdycha dziewczynka. 
—Jak myślisz, kiedy będziemy mogli z nią porozmawiać? — pyta się Jin.
—Spróbuję ją jeszcze dziś złapać przed kolacją. Gdy dokładnie będę wiedzieć, kiedy ma czas, to skontaktuję się z wami przez lusterka.
Przyjaciele stwierdzają, że do tego czasu wrócą do swoich dormitoriów i skorzystają z chwili czasu wolnego. Mogą też wykorzystać ten czas na to, by zastanowić się, o co zapytać siostrę Allison, gdy już się z nią spotkają.

Komentarze