ROZDZIAŁ 7

Po zaskakującym wyznaniu Aurelii i ujrzeniu szoku na twarzy Anthony’ego, Dante postanawia, że najlepszym wyborem jest zostawić rodzeństwo same, by mogło porozmawiać na osobności. 
Jeszcze tego samego dnia, chłopaka znajduje Allie i mówi mu o wypadku Benjamina. Dziewczyna jest zdziwiona, a nawet odrobinę rozczarowana, że Ślizgon wiedział o tym przed nią. Szybko jednak jej ekscytacja wraca, gdy chłopak dzieli się z nią informacją pozyskaną bezpośrednio od Aurelii.
— Musimy natychmiast spotkać się z Jinem i Val — mówi. — To kompletnie zmienia postać rzeczy! Z tymi informacjami możemy ruszyć nasze ostatnie śledztwo.
Wspólnymi siłami udaje im się znaleźć wspomnianą dwójkę i przeprowadzić naradę na temat wypadku.
— Kontrola umysłu… Myślicie, że to mogła być czarna magia? — pyta Allie, delikatnie się wzdrygając. — Przerażające jest, że coś takiego dzieje się w Hogwarcie. Nie wiemy, w jaki sposób to się stało i dlaczego. Każdy może być w niebezpieczeństwie, może nawet już któreś z nas jest pod kontrolą. — Przygląda się każdemu z przyjaciół z osobna, jakby miała rentgen w oczach, który mógłby zweryfikować czy są sobą. Szczególną uwagę zwraca na Medeleya, lecz nic nie odkrywając powraca do przerwanego wątku. 
— Ostatnio dowiedzieliśmy się parę ciekawych rzeczy. Jin, pamiętasz tamto spotkanie Benjiego i Anthony’ego przed skrzydłem? Nie chcę snuć pochopnych wniosków — Allie zerka przy tym na Dantego i patrzy jak on zareaguje. — ale nie wyglądało to na przyjazną pogawędkę. Zastanawiałam się, czy może Anthony ma coś z tym wspólnego… Nie żebym go oskarżała! — gwałtownie zaprzecza dziewczyna. — Po prostu ten człowiek jest dla mnie zagadką. Dlatego powinniśmy się dowiedzieć czegoś więcej, poszukać jakichś poszlak. Już i tak jesteśmy w tym głęboko, nie możemy się teraz wycofać, co nie? Jak myślisz, Jin, od czego najlepiej zacząć?
Chłopak myśli przez chwilę.
— Skoro wiemy, że przyjaciel Benjamina był przy wypadku, to na pewno warto pójść do niego i zapytać. Może on coś zauważył podejrzanego. Na pewno byli razem jeszcze przed lekcja, może wtedy coś się wydarzyło. Myślę, że właśnie od tego powinniśmy zacząć poszukiwania — mówi.
— Okej, skoro tak to może rozdzielimy się, tak jak ostatnio? Chociaż może ja  pójdę z tobą, bo Kenny nie będzie raczej zbyt chętny do rozmowy z nieznajomym — zwraca się Allie do Jin-suna. — A wy, Val i Dante też zdecydujcie, co chcecie zrobić, jeśli oczywiście chcecie. My z Jinem już pójdziemy, zaraz kolacja to uda nam się go znaleźć w Wielkiej Sali.
 Krukon i Puchonka udają się we wspomniane miejsce by poszukać chłopaka. Jin sun nie ma pojęcia, jak właściwie wygląda kolega Benjamina, więc zdaje się na Allie. Dziewczynka w międzyczasie wita się z napotkanymi znajomymi z domu, aż wreszcie znajduje tę osobę, której szukała, na końcu stołu Puchonów. Przywołuje Jin-suna delikatnym skinieniem głową.
— Cześć, Kenny! — wita się z ciemnoblondwłosym chłopcem o błękitnych oczach. — To jest mój przyjaciel, Jin-sun. Mamy do ciebie pewną sprawę. Moglibyśmy pogadać?
Kenny wita się z nimi i zastanawia się nad odpowiedzią.
— Nie wiem w czym mógłbym wam pomóc… — stwierdza — ale jasne, o ile będę w stanie. Siadajcie.
Przesuwa się, by zrobić im miejsce koło siebie.
— Dzięki! — mówi Allie i rozsiada się wygodnie. — A więc, to może być dla ciebie przykra sprawa, bo chodzi o Benjiego. Wiedz, że nie pytamy tylko z samej ciekawości. Mamy pewien trop i potrzebujemy trochę informacji, no wiesz, żeby spróbować się dowiedzieć, co się właściwie stało.
— Bawicie się w jakichś detektywów? Szlachetnie z waszej strony, ale myślicie, że naprawdę jesteście w stanie się dowiedzieć kto za tym stoi? — z niedowierzaniem pyta Puchon.
— Tak — dumnie stwierdza Allie. — Jeszcze zobaczysz. Tylko nie uda się nam to bez twojej pomocy. Kenny, proszę. Przecież nic cię to nie kosztuje. Nie martwisz się o Benjiego?
— Właściwie… jest parę rzeczy na które zwróciłem uwagę. Ale nie wiem, co może być istotne. Zadajcie mi konkretne pytanie, to wtedy spróbuję odpowiedzieć.
— Hmm… Jin, jak myślisz, o co powinniśmy się zapytać? — pyta Krukona Allie.
— Warto by zapytać... — patrzy na Allie i z powrotem na Kenniego
— Jak zachowywał się ostatnio? 
— Może zauważyłeś, że coś zmieniło się w jego zachowaniu? Był jakiś nieobecny albo podenerwowany? Może zrobił coś takiego, co by mogło świadczyć, że ma jakieś kłopoty. Pomyśl przez chwilę, może coś przykuło twoją uwagę. To naprawdę by pomogło w naszym śledztwie.
— Właściwie… — zaczyna mówić Kenny. — zauważyłem u niego dziwne wahania nastroju. Naprawdę, mówię wam, jakby podmienili mi kumpla. To się stało z dnia na dzień praktycznie. Bo ja wiem, gdzieś w pierwszym, drugim tygodniu września?
— Czy to było wtedy kiedy Aurelia miała wypadek? — pyta Allie.
— Nie. To bym właśnie zrozumiał, w końcu się przyjaźnią, więc to mógł być szok dla niego. To zaczęło się z dwa, może trzy dni wcześniej. Mówię wam, cały weekend nie wychodził z dormitorium, no poza posiłkami na które ja albo któryś z chłopaków go wyciągaliśmy.
Jaki był powód? Nie mam pojęcia. Wiecie, niby coś tam go z chłopakami podpytaliśmy, lecz nic nie wyciągnęliśmy. Pomyśleliśmy, że w końcu ta Aurelia zdecydowała przestać się z nim przyjaźnić, czy coś w tym stylu, no ale to były tylko domysły. Zresztą długo tak myśleliśmy, szczególnie że wieść o jej wypadku nie zrobiła na nim żadnego wrażenia! Nic a nic. Czysta obojętność.
Allie marszczy brwi i wymienia spojrzenie z Jin-sunem.
— To ciekawe, bo my go widzieliśmy dzień, czy to było dwa dni po wypadku. Jak szedł do Skrzydła i wyglądał na dość zadowolonego.
— Och, no właśnie! Dzień po wypadku, rano na śniadaniu przyleciała do niego sowa z liścikiem. Nie wiem, co w nim było, to nie był na pewno list z domu, bo to była nieznajoma sowa, może nawet któraś ze szkolnych. W każdym razie, chyba ktoś poprosił go o spotkanie, tak myślę, bo wyszedł z sali, a gdy wrócił, jego humor zmienił się nie do poznania. Od razu stał się weselszy, żartował i opowiadał, co zamierza przygotować dla Aurelii gdy się ona obudzi. To było dziwne… Serio. No ale stwierdziliśmy z kolegami, że spoko, lepsze to niż jakaś depresja czy coś, nie?
— Tak, tak… — odpowiada zamyślona Puchonka. — No i co dalej?
— Dalej? Wciąż był takim wesołym Benjim, nawet aż zbyt wesołym. No i pewnego dnia wszystko nagle się zmieniło. Znów zrobił się smutny, jakby wyprany z emocji i parę dni później stało się to, co się stało i leży w Skrzydle Szpitalnym. Tyle. Koniec historii. Myślicie, że to ma jakiś związek?
— Myślę, że tak — mówi Allie. — Na pewno jego zachowanie nie było przypadkowe. W dodatku dowiedzieliśmy się od Aurelii, że prawdopodobnie ktoś w Hogwarcie kontroluje emocje — dodaje szeptem.
Kenny dziwi się mocno.
— Naprawdę? Brzmi dość niebezpiecznie. Uważajcie lepiej, ja na waszym miejscu bym się nie wtrącał.
— To się nie wtrącaj — Z uśmiechem odpowiada Allie. — Dzięki za pomoc!
Zostawiając chłopaka w stanie konsternacji, Puchonka wstaje od stołu, Jin robi to samo i wychodzą z Wielkiej Sali.
— Czuję, że dowiedzieliśmy się czegoś ważnego. — stwierdza dziewczyna. — Musimy teraz poczekać na więcej poszlak od Val i Dante, mam nadzieję, że też bez problemu im się to uda.

Dante i Valkiria, pozostawieni przez Allie i Jin-suna stwierdzają, że oni także powinni spróbować zdobyć jakieś informacje. Wahają się co będzie najlepszą opcją: rozmowa Aurelią czy z jej bratem. 
— Powinniśmy przesłuchać Aurelię, Anthony dowiedział się o wypadku dokładnie w tym samym momencie co ty, więc może wiedzieć niewiele więcej. — mówi Val do Dantego. — Dodatkowo Aurelia także przez to przeszła. Może coś ukrywać i dlatego trzeba będzie to od niej jakoś wyciągnąć.
Argumenty Val są sensowne, więc zostaje tylko znaleźć dziewczynę. Logicznym wydaje się poszukanie jej w Pokoju Wspólnym Ślizgonów, więc to tam kierują się najpierw. 
Valkiria czeka na zewnątrz. Wejście Gryfonki do cudzego Pokoju Wspólnego mogłoby tylko skomplikować i wydłużyć śledztwo, więc zadaniem Dantego jest przekonać Aurelię, by porozmawiać w jakimś neutralnym miejscu.
Ślizgon wchodzi do swojego Pokoju Wspólnego i rozgląda się w poszukiwaniu dziewczyny. Na jego nieszczęście, nie ma jej wśród uczniów spędzających czas przy kominku. Dante musi zastanowić się, gdzie indziej mógłby znaleźć Aurelię. Nie było to tak trudne, gdyby chodziło o Tony’ego, gdyż spędzał on zwykle wolny czas w dormitorium rysując, lecz z jego siostrą mogło być różnie: być może też jest w swoim dormitorium, lecz równie dobrze mogła być w każdym innym miejscu w Hogwarcie.
Sprawa byłaby o wiele łatwiejsza, gdyby lepiej znał on szukaną dziewczynę, niestety spotkał ją jedynie parę razy i to w sytuacjach w których działo się za wiele, by mógł skupić na niej swoją uwagę. Myśląc więc o miejscach w których mogłaby się znajdować, przychodzą mu do głowy same oczywiste i dość ogólnikowe lokacje.
Nagle jednak przypomina sobie jak zachowywała się, gdy ostatni raz ją widział. Wydawała się naprawdę zdruzgotana wieściami o wypadku Benjamina, Puchon chyba naprawdę był jej bardzo bliski. Idąc tym tokiem myślenia można było stwierdzić, że dziewczyna najpewniej jest teraz przy jego boku, czekając aż trochę bardziej dojdzie do siebie. A nawet jeśli to nie jest prawda... cóż, stamtąd można i tak spróbować jakieś informacje wyciągnąć.
Dostanie się do Skrzydła Szpitalnego na pewno będzie łatwiejsze, niż ostatnim razem. Tym razem miał on przynajmniej dobry i prawdziwy powód dla którego miałby tam się znaleźć. "Po za tym”, myśli, delikatnie dotykając swojego czoła, "i tak chyba powinienem tam zajrzeć. Zanim się pogorszy.".
— Val — zaczyna, odwracając się w stronę rudej dziewczyny — Chyba najlepiej będzie, jak poszukamy Aurelii w Skrzydle Szpitalnym. Zawsze przy okazji możemy tam też trochę powęszyć.
Valkiria i Dante kierują się do Skrzydła Szpitalnego. Po paru minutach tam docierają i ostrożnie zaglądają do środka. Kilka łóżek jest zajętych przez uczniów, żaden z nich nie jest jednak Benjim. Przyjaciele domyślają się, że musi być ułożony na jednym z łóżek zasłoniętych parawanem by nie wzbudzać większej sensacji. To jednak utrudnia im stwierdzenie czy Aurelia jest przy nim, czy nie. Zza żadnego parawanu nie wydobywaa się dźwięk, lecz to nie przesądza niczego; w końcu chłopak jest nieprzytomny, rozmowa z nim nie miałaby większego sensu.
Przysłonięte są trzy łóżka. Zanim któreś z pierwszorocznych decyduje się na sprawdzenie któregoś z nich, ze swojego gabinetu wychodzi Madam Pomfrey a wraz z nią Albus Dumbledore. Nieczęsto Val i Dante mieli okazję widzieć dyrektora Hogwartu, gdyż większość czasu zaprzątały mu głowę sprawy związane z Wojną Czarodziejów. Jego obecność w Skrzydle Szpitalnym musiała być spowodowana powagą całej sytuacji. Mogła to być idealna okazja, by dowiedzieć się czegoś więcej. Z drugiej strony, nie wiadomo było czy dyrektor i pielęgniarka będą rozmawiać akurat o sprawie Myersa. Poza tym, przyszli tutaj z innym celu.
Pomysł ten jest dość niebezpieczny. W końcu za wybranym parawanem może leżeć ktoś, kto na ich widok zacznie w najgorszym przypadku krzyczeć. Z pewnością zwróciloby to uwagę dorosłych. Mimo to, Val nie widziała innego wyjścia jeśli chcą dowiedzieć się, o czym ta para rozmawia. 
— Może trzeba było to lepiej przemyśleć ale trudno — mówi cicho, po czym łapie Dantego za ramię i wciąga za parawan. Szybko przy tym odwraca się w stronę łóżka aby zobaczyć, kto znajduje się za nim.
Jest to rudowłosy chłopak, który w pozycji półleżącej czyta książkę; z pewnością nie jest to Puchon, którego szukają. Valkirii wydaje się, że gdzieś już go widziała, ale nie może sobie przypomnieć gdzie. Oczy chłopaka rozszerzają się na widok dziewczyny, później przenoszą się na Dantego. Gwałtownie próbuje się podnieść z łóżka, lecz sprawia mu to wyraźny dyskomfort, więc rezygnuje.
— T-ty… wy… Dlaczego…? — chłopak jest wyraźnie zmieszany nagłym wtargnięciem dwójki uczniów, lecz chyba wyczuwa, że coś istotnego się dzieje, więc milknie. Odkłada książkę i zakłada kwadratowe okulary i Val przypomina sobie, że miał on szlaban wtedy co oni i pomógł jej i Anthony’emu w sprzątaniu. Wkrótce jednak jej uwagę pochłania próba usłyszenia konwersacji pielęgniarki z dyrektorem szkoły.
—… w przeciągu jednego, dwóch dni. Wyjdzie z tego. Tylko te ślady magii... Nigdy się z czymś takim nie spotkałam, Albusie. Kirk również, nie ma go, ponieważ przesłuchuje Aurelię, dziewczyna jest o wiele bardziej wylewna niż ostatnio. W każdym razie, ty jesteś bardziej doświadczony, więc może uda ci się coś stwierdzić  — mówi Poppy Pomfrey ściszonym głosem, lecz słyszalnym dla Val i Dantego, gdyż zatrzymuje się przy łóżku obok. Zapada cisza, prawdopodobnie Dumbledore sprawdza stan Benjamina.
—Nie jest to żadne znane mi zaklęcie — odpowiada w końcu dyrektor. — Obawiam się, może być ono nowe, stworzone w specyficznym celu, który jak na razie jest nam nieznany. Nie jest ono jednak złożone, więc prawdopodobnie twórca stawia dopiero pierwsze kroki w tej dziedzinie. Czy u panny Flint również zauważono działanie tego zaklęcia?
— Gdy przybyła na miejsce nie była pod działaniem żadnych zaklęć, oprócz zaklęcia transportującego. Jednak to Kirk ją znalazł, więc powinieneś z nim porozmawiać.
— Tak zrobię, Poppy. Dziękuję.
Wymieniają ze sobą jeszcze parę uprzejmości, aż w końcu wygląda na to, że dyrektor opuścił Skrzydło Szpitalne.
Chłopak leżący na łóżku, przy którym skryli się Dante i Val odchrząka, przypominając o swojej obecności.
— Wyjdźcie — odpowiada cicho, nie patrząc na pierwszorocznych. — Nie powinno was tu być. 
Ślizgon i Gryfonka wychodzą zza parawanu, co tym razem nie umyka pani Pomfrey.
— Nie zauważyłam, kiedy weszliście — mówi z lekkim wyrzutem. — To nie jest pora odwiedzin. Pan Saunders potrzebuje odpoczynku.
Val i Dante nie byli świadomi, jak dużo czasu spędzili w Sali Szpitalnej; za oknem było już ciemno. Odczuwają lekki głód, oznaka, że nie jedli kolacji, która trwała, lub nawet się kończyła.
Opuszczają zatem pomieszczenie. Co prawda nie znaleźli Aurelii, która, jak z rozmowy wynikało, była przesłuchiwana przez Heffernana, ale zdobyli być może istotne informacje. Teraz zastanawiają się, co robić dalej.
Informacje, które udało im się zdobyć, nie były być może uzyskane od źródła, które najpierw chcieli sprawdzić, ale i tak wydają się być dużą pomocą w rozwiązaniu tajemniczej sprawy manipulanta uczuciami. Dante czuje się więc dość usatysfakcjonowany tym, jak gładko przebiegło im tym razem śledztwo, ale jednocześnie czuje niedosyt. Jeszcze dzisiaj planuje dokładnie przeanalizować nowo pozyskane informacje i przynajmniej o krok zbliżyć się do jakiejś logicznej konkluzji na temat sprawcy obu "wypadków", ale wątpi, że dojdzie do jakiegoś przełomu w sprawie.
Szukanie Aurelii teraz, gdy jest przesłuchiwana przez profesora Kirka, nie ma większego sensu. Nie dość że dalej nie wiedzą, gdzie dokładnie się ona znajduje, to jeszcze podsłuchiwanie tej rozmowy na pewno nie byłoby już tak proste jak schowanie się pod jednym z licznych parawanów Skrzydła Szpitalnego. A gdyby znów wpakowali się w kłopoty... Cóż, na pewno nie mieliby czasu na rozwiązywanie żadnych zagadek, a kto wie czy oby ten szlaban nie byłby bardziej dotkliwy od poprzedniego. Jakby tego było mało, ominęła ich już praktycznie cała kolacja, co na pewno wzbudziło trochę podejrzeń. 
— Chyba to wszystko, co jesteśmy na razie w stanie zrobić — zwraca się cicho do Val. — To trochę... frustrujące. Quod scimus gutta est, ignoramus mare...
Przez chwilę jeszcze przygląda się Val. Musi przyznać, że jest pod wrażeniem jej szybkiej i sprytnej decyzji o podsłuchaniu rozmowy dyrektora z panią Pomfrey. Gdyby rudowłosa choć na chwilę się zawahała albo zdecydowała się na cokolwiek innego zapewne wróciliby do reszty grupy z pustymi rękami.
— Lepiej chodźmy już na kolację, zanim całkowicie się skończy — mówi, kierując się szybkim krokiem w stronę Wielkiej Sali.
Gdy tam docierają, kolacja trwa w najlepsze. Decydują, że najpierw zjedzą, a potem podzielą się informacjami z Allie i Jinem. 
Chwilę po nich do Sali wchodzą profesor Heffernan oraz Aurelia. Nauczyciel wygląda na zamyślonego a przy tym wyczerpanego; widać, że sprawa ostatnich wypadków całkowicie go pochłonęła. Drugoroczna Ślizgonka wygląda odrobinę lepiej, przynajmniej lepiej niż wtedy, kiedy Dante zobaczył ją po incydencie z Benjaminem.
Pierwszoroczni rozdzielają się - Val idzie do stołu Gryfonów, a Dante siada przy tym ślizgońskim. Wielka Sala powoli pustoszeje jako, że większość zdążyła już zjeść. Gdy Ślizgon oraz Val dokańczają swoje jedzenie, Allie oraz Jin, którzy cierpliwie na nich czekali, wołają ich, aby porozmawiać o wynikach śledztwa.
— Naprawdę schowaliście się za czyjś parawan? — Allie nie może powstrzymać swojego rozbawienia — Dziwię się, że tamten gościu zareagował tak normalnie, nie powiedział Pomfrey ani nic. Macie niezłe szczęście. Ale dobra, przejdźmy do ważnych rzeczy. Wiemy już, że ktoś użył na Benjim zaklęcia i to przez nie tak dziwnie się zachowywał. Teraz pozostaje dowiedzieć się jeszcze po co i najważniejsze - kto to zrobił.  Niby dużo wiemy, ale tak naprawdę nic — stwierdza Puchonka i wzdycha. — Trzeba pogadać z Aurelią, to na pewno. Dante, zrobisz to? Ty jedynie jesteś ze Slytherinu, więc najprościej będzie to zrobić, poza tym to siostra twojego kolegi. No i ona wie, że ty wiesz o manipulacji emocjami. Jak już to zrobisz to spotkamy się znowu wszyscy, okej? — Tym razem zwraca się do wszystkich. 
Val, Jin-sun i Dante zgadzają się z tym. Młodzi czarodzieje decydują, że pora wracać do swoich dormitoriów.
Dante dociera do Pokoju Wspólnego Ślizgonów. Zauważa, że Aurelia rozmawia ze swoją przyjaciółką w odosobnionym miejscu. Zastanawia się, czy to jest dobry pomysł, by podpytać Flint dzisiaj, póki wie, gdzie ona jest, czy lepiej zaczekać dłużej i dać dziewczynie trochę przestrzeni.
Jeśli ma się być szczerym, to Dante nigdy nie przejmuje się sytuacją innych, przynajmniej wtedy, gdy w grę wchodzi coś na czym mu personalnie zależy. I chociaż jeszcze niedawno mógłby rzec że rozwiązanie zagadki tajemniczego manipulatora nie jest mu aż tak do szczęścia potrzebne (oczywiście, nękała go ta sprawa już wcześniej, ale miał szczerą nadzieję, że zostanie prędko rozwiązana przez innych, bardziej obeznanych w tego typu rzeczach ludzi... em, czarodziei), to ostatnimi czasy miał ochotę wyrwać sobie wszystkie włosy z głowy z frustracji - że NIE wiedział, że NIE mógł wiele na to poradzić i że sprawca zamieszania mógł bezkarnie przechadzać się tymi samymi korytarzami co on, wybierając spośród czarodziei kolejną ofiarę.
Chłopak więc się nie waha. Od razu podchodzi do Aurelii, póki jeszcze dziewczyna jest w jego zasięgu wzroku. Fakt, że niedawno była przesłuchiwana oczywiście na pewno ją zmęczył, ale także działa na korzyść bruneta - dziewczyna na pewno choć trochę odświeżyła sobie pamięć po rozmowie z Heffernanem.
— Flint... — zaczyna cicho, ale stanowczo, nie czując się jeszcze na tyle zaznajomionym z dziewczyną, by mówić jej po imieniu — Czy mogę zająć ci sekundkę?
Mając nadzieję, że tymi słowami zdobędzie sobie i blondynce odrobinę prywatności, kontynuuje:
— Chodzi... o to, co powiedziałaś mi dzisiaj rano. Może to dość wścibskie, ale chciałbym się dowiedzieć coś więcej. O twoim wypadku, o tym kimś, kto niby manipuluje uczuciami.
Kładzie dłonie na biodrach i patrzy się na dziewczynę spojrzeniem pełnym determinacji. Może mu się nie uda jej przekonać, ale przynajmniej da z siebie wszystko próbując.
— Wiem, że to wszystko jest dość świeże i może nie masz ochoty o tym rozmawiać. Szczerze mówiąc to nawet mnie nie znasz...
"Jakby to mnie ktoś zaczął tak wypytywać, to bym pewnie go zignorował", dodaje w myślach, uśmiechając się gorzko.
— Prawda jest taka, że nie mamy czasu. Jeśli będziemy zwlekać, tylko więcej ludzi ucierpi. Jak na razie nic poważniejszego nikomu się nic stało, ale — urywa, wzrok kieruje na bok od Aurelii. Nie wierzy zbytnio w zabobony, ale i tak nie ma najmniejszej ochoty, by na głos mówić swoje zmartwienia. Wierzy, że dziewczyna zrozumie, o co mu chodzi — kto, wie kiedy będzie ten pierwszy raz. 
Jeśli dziewczyna jest zaskoczona bezpośredniością chłopaka nie okazuje tego. Mruży delikatnie oczy, jakby nad czymś się zastanawiała.
— Dante, tak? — Aurelia przypomina sobie imię kolegi swojego brata. — Właśnie wróciłam od profesora Heffernana i opowiedziałam mu wszystko. Pewnie i tak długo to nie pozostanie tajemnicą, więc i tak chyba mogę o tym powiedzieć. — Wzrusza przy tym ramionami. — Nie mam pojęcia, jak do tego doszło, ale musiało to się stać w pierwszy weekend września, gdzieś po ataku na Benjiego i mnie przez bandę Mulcibera i reszty. Ostatnie, co pamiętam to ogromną wściekłość na tych durni. To, co działo się ze mną później, trudno logicznie wytłumaczyć. Ta złość kompletnie zniknęła i zastąpiła ją… pustka. Nic nie czułam - smutku, złości, ale również radości. To było po prostu nie do zniesienia, we własnym umyśle czułam się jak w pułapce. I wtedy wkradła się ta straszna myśl w głowie: „Skocz, może wtedy coś w końcu poczujesz” — dziewczyna na chwilę przerywa swoją wypowiedź i oczy delikatnie jej się szklą. Kontynuuje. — Resztę historii już znasz. Po przebudzeniu wszystko wróciło do normy. Nie wiem czy to właśnie dzięki fizycznemu bólowi, czy zneutralizowaniu czaru przez Heffernana.
Pewnie się zastanawiasz, czemu nie powiedziałam tego nikomu wcześniej. Może dzięki temu udałoby się uniknąć wypadku Benjiego. Prawda jest taka, że myślałam, że to ze mną jest coś nie tak. Że wszyscy uznają, że mam jakieś problemy z umysłem i będą mnie chcieli zamknąć w Mungu… Choć parę osób i bez tego by mnie tam wsadziło, możesz się domyślać kto i dlaczego. — Porozumiewawczo spogląda w oczy Dantemu. — Powiedziałam tylko Benjiemu. Jak widać, ta wiedza mu nic nie pomogła. Mógł być już wtedy pod wpływem kontroli. Zachowywał się inaczej, ale nie powiązałam tego z tym, co się działo ze mną, bo obiawiało się w inny sposób. On był radosny, wesoły, aż do tego stopnia, że to irytowało. Beztroski, jakby wszystko było zabawą. To też sprawiło, że spędzałam z nim mniej czasu. Zastanawia mnie, z czego wynika ta różnica… Czy zależy ona od osoby, czy sprawca zmodyfikował czar. Mam nadzieję, że prędko go zdemaskują i dostanie za swoje — zaciska dłonie w pięści, a w jej oczach widać błysk determinacji. — A teraz przepraszam cię, ale muszę jeszcze odrobić pracę z Transmutacji. Wypadki wypadkami, ale nie chcę podpaść profesor McGonagall. 
Żegna się z Dante i rusza do dormitorium dziewcząt.

W przeciwieństwie do tego co Aurelia powiedziała, kolejnego dnia rano profesor Heffernan nie wspomina o tym, co przydarzyło się dziewczynie oraz jej znajomemu z Hufflepuffu. Prawdopodobnie nie chce on siać paniki, szczególnie po wiadomościach, które napływają do Hogwartu wraz z przybyciem porannej poczty. 
„ŚMIERCIOŻERCY ZNÓW ATAKUJĄ. MORDERSTWO MUGOLAKÓW W BRIXWORTH” - brzmi nagłówek Proroka Codziennego, gazety czarodziejów, która krąży od rąk do rąk podczas śniadania.
Czarodzieje wiedzieli, że okres spokoju nie mógł trwać wiecznie, lecz wciąż jest to ogromny cios. Nic jednak nie może się równać z bólem osoby, która dowiaduje się o śmierci swoich bliskich. 
Niepohamowany szloch rozlega się przy stole Krukonów. Jin-sun wraz z kolegami przerywają rozmowę i spoglądają na drugi koniec stołu. Brązowowłosa dziewczyna kurczowo trzyma gazetę w dłoniach, prawie ją rozrywając. Wszyscy uczniowie patrzą się na nią, nie wiedzą jak zareagować, dlatego odwracają szybko wzrok zakłopotani. Dziewczyna nie przestaje płakać, lecz siedzący obok chłopak, w którym Jin rozpoznaje brata Allie, Petera, delikatnie obejmuje ją ramieniem i teraz Krukonka szlocha mu w ramię.
—Ciężka sprawa — mówi Gilderoy, mieszając bezmyślnie łyżką w swojej owsiance. 
— Nie ma nic gorszego niż dowiedzieć się czegoś takiego z gazety — stwierdza Sean. — Cholera, a ostatnio było tak spokojnie! — uderza przy tym pięścią w stół. 
Lucas obgryza ze zdenerwowania paznokcie.
—- Śmierciożercy… Brixworth… To zaledwie dziesieć kilometrów od mojego miasta. A co, jeśli skierują się teraz tam? O Boże, na pewno są teraz w szale mordu, tak długo nie atakowali, więc teraz zrobią to ze zdwojoną mocą!
— Spokojnie, uspokój się — szorstko odpowiada Sean. — Nie czas na sianie paniki. To nie pomoże. Śmierciożercy nie zabijają pierwszych lepszych mugoli… Przynajmniej nie zazwyczaj. Rodzice Delaney należeli do ruchu oporu. Póki twoi siedzą cicho i spokojnie, nie powinno im nic grozić. 
— Nie wyobrażam sobie jak to jest stracić rodziców… — mówi Lorcan. — Znaczy, nie poznałem ojca, ale to coś innego niż wiedzieć, że nie żyje. No nie, Jin? Jak myślisz? 
Jin ewidentnie peszy się, gdy słyszy to pytanie. Zaczyna nerwowo rozglądać się dookoła, po czym wzrok swój zawiesza na swoich dłoniach... Nie jest do końca pewny, jak ma odpowiedzieć czy jak się zachować. Wie, jak to jest stracić kogoś bliskiego, mimo iż był wtedy jeszcze bardzo małym chłopcem i może nie do końca rozumiał, co się tak naprawdę stało, to poczuł smutek i ogarnęła go pustka. Jest jedynie w stanie wydukać coś w stylu: 
— No wiesz, różnie to bywa... 
I momentalnie wraca wzrokiem w to samo miejsce aby uniknąć prowadzenia dalszej rozmowy.
Koledzy Jin-suna nie drążą tematu widząc, że chłopak nie za bardzo chce w to wnikać. Dodatkowo z niezręcznej sytuacji ratuje Jina Allie, która przychodzi do niego.
— Mogę cię na chwilę prosić, Jin? — pyta dziewczyna, lecz bez zwykłej wesołości w głosie. — Powinieneś coś zobaczyć.
Krukon idzie za nią. Po drodze zauważa, że Allie nawiązuje kontakt wzrokowy ze swoim bratem. Peter wygląda na oszołomionego i przerażonego reakcją swojej koleżanki i bezgłośnie pyta siostry: „Co mam robić?” Puchonka podnosi tylko dwa kciuki i cicho mówi: ”Dobrze sobie radzisz, nie przestawaj!” W końcu Allison zatrzymuje się w miejscu, gdzie czekają na nich Val i Dante, nachyleni nad drobnym kawałkiem pergaminu.
— Przyszło to dziś do Val, ale jest skierowane do nas wszystkich — wyjaśnia chłopakowi Allison. — Chyba komuś się nie podoba nasze małe śledztwo.
Dante przekazuje mu kartkę i Jin-sun czyta, co jest na niej napisane.

„ Bright, Medeley, Lee, Graham,
Niepokoi mnie mnie wasze nadmierne zainteresowanie ostatnimi incydentami mającymi miejsce w Hogwarcie. Jako troskliwy starszy kolega radzę wam: Nie wytykajcie nosów w nie swoje sprawy. Zostawcie to w spokoju, a nie stanie się wam krzywda. Nie macie pojęcia, z czym idzie wam się zmierzyć i jakie niebezpieczeństwo niesie ze sobą Klątwa Apathei. 
Mam nadzieję, że pójdziecie po rozum do głowy i zostawicie tę sprawę bardziej doświadczonym czarodziejom. Informuję was także, że to OSTATNI raz, kiedy dostajecie ostrzeżenie.
Przyjaciel”

Krukon pytająco spogląda na przyjaciół.
— Klątwa Apathei?
— Tak chyba nazywa to zaklęcie, którego użyto na Aurelii i Benjaminie. — odpowiada Allie. — To chyba coś z greki, przynajmniej Dante mówi, że to nie łacina. Brzmi tak… wznośnie, co nie? Ale bardziej ciekawi mnie, kto to wysłał. Nie wygląda to na sprawcę, bo „Przyjaciel” nie chce, by nam się coś stało. No chyba, że on chce, żebyśmy tak myśleli. Na pewno wie dużo o tym, co się dzieje. Ale jeśli myśli, że taki liścik nas zniechęci to się myli, co nie? Tja, jasne. Teraz jeszcze bardziej mnie to ciekawi. Musimy poszukać coś o tej Apathei w bibliotece. Po lekcjach?
Val, Dante i Jin-sun kiwają głową. Również nie planują jeszcze rezygnować z tej sprawy, jedynie postanawiają, że od tego momentu będą ostrożniejsi. 

Po lekcjach czwórce przyjaciół nie udaje się pójść do biblioteki, ponieważ profesor Heffernan ogłasza zajęcia klubu Pojedynków dla tych, którzy opuszczali je dużo razy. Do tej grupy zaliczają się między innymi Allie, Jin i Dante.
— Ze względu na to, co ostatnio się dzieje — mówi profesor Obrony Przed Czarną Magią — uświadomiłem sobie, że moja ostatnia decyzja co do pozbawienia was możliwości pojedynkowania była błędem. Każdy uczeń powinien dostać jednakową ilość czasu na ćwiczenie tych ważnych umiejętności. Dlatego zebrałem was dziś, byście mogli poćwiczyć więcej i nikt nie był poszkodowany. Dobierzcie się proszę w pary, jest nas zbyt mało by bawić się w losowanie. Dopilnujcie jednak, by wasz pojedynkowy partner był na podobnym poziomie.
Jin-sun zastanawia się, z kim stoczyć pojedynek. W grupce zebranej przez profesora są uczniowie z różnych roczników. Większość nich pamięta, że było również na tym samym szlabanie, co oni. Ze znajomych twarzy zauważa Aurelię czy braci Allison. Jednak najprędzej do pojedynków wybrałby kogoś ze swojego rocznika, czyli do wyboru miał Allie, Dante bądź Anthony’ego Flinta.
Jin waha się pomiędzy Allie a Dante. Obawia się Allie, gdyż pokazała już, że potrafi być nieprzewidywalna i jeszcze dobra w tym, co robi. Z jego punktu widzenia Dante mógłby wydawać się prostszym przeciwnikiem, choć tego też do końca nie był pewien. Po chwili ostatecznie wybiera Allie i decyduje, że sprawdzi swoje umiejętności magiczne.
Allie wygląda na zadowoloną, że ma walczyć z Jin-sunem. Choć tak właściwie, cieszy się, że w ogóle może walczyć, jej błysk w oku mówi wszystko.
— Mam nadzieję, że nie będziesz się hamował dlatego, że jesteśmy przyjaciółmi, Jin — mówi dziewczyna. — Nie dam się tak łatwo!
Ustawiają się naprzeciw siebie. Obok, do pojedynku przygotowywuje się także druga para pierwszorocznych - Dante oraz Anthony.
— Najpierw zawalczą Dante i Anthony, więc Jin-sunie, Allie, muszę was poprosić żebyście na razie zeszli na bok — mówi profesor. — Na mój znak zaczniecie pojedynek, chłopcy. Gotowi? Przyjmijcie pozycje i… Start!
Dante niepewnie wykonuje prędki gest różdżką i rzuca zaklęcie Protego, chcąc najpierw wyczuć strategię przeciwnika, zanim przejdzie do ofensywy.
—Protego! — Anthony rzuca to samo zaklęcie, a więc praktycznie nie dzieje się nic. Tarcza Dante wydaje się być jednak solidniejsza - zaklęcie wykonane dokładniej. 
— Więcej odwagi, chłopcy! — radzi profesor Heffernan. — Pamiętajcie, jestem tu i kontroluje wszystko, nie ma się co bać.
Dante nieco zażenowany i sfrustrowany, decyduje się na bardziej agresywną strategię.
— Depulso! — krzyczy.
Zaklęcie odpycha Tony’ego do tyłu. Chłopcu jednak udaje się złapać równowagę. Odgarnia włosy z czoła i szybko decyduje się na kontratak.
— Drętwota! 
Dante sztywnieje i przez chwilę nie może wykonać żadnego ruchu. Po paru chwilach efekt ustępuje.
Chłopiec, który chce już zakończyć to całe pojedynkowanie, decyduje się spróbować rozbroić przeciwnika zaklęciem Expelliarmus.
Anthony nie jest w stanie dokończyć swojego zaklęcia - zaczyna wymawiać inkantację czaru Flipendo, gdy jego różdżka wymyka się mu z ręki i ląduje w dłoni Dante.
— Świetnie rzucone zaklęcie, Dante — chwali chłopaka profesor Heffernan. — Anthony, musisz poćwiczyć jeszcze szybką reakcję - przed zaklęciem rozbrajającym można się uchronić, gdy trzyma się mocno i pewnie różdżkę. Potrzeba więcej skupienia i będzie dobrze. 
— Gratulacje — cicho mówi Anthony do Dantego. Na twarzy chłopca maluje się delikatna niechęć, nie wiadomo na ile z powodu przegranej, a na ile z samego Klubu Pojedynków, o którym, jak Dante pamięta, wyrażał się niepochlebnie.
Chłopcy schodzą z miejsca pojedynkowego i robią miejsce dla kolejnych osób - Allie i Jin-suna.
Jin postanawia szybko rozbroić przeciwnika, rzucając zaklęcie Expelliarmus.
Allie postanawia również zaatakować agresywnie.
—Drętwota! — rzuca zaklęcie, lecz zanim zdąży dokończyć inkantację, różdżka wymyka jej się z dłoni i zaklęcie nie trafia w Jin-suna, ale gdzieś obok.
Jin przyjmuje postawę defensywną i rzuca zaklęcie, które powstrzymałoby przeciwnika od wykonania ruchu.
Różdżka wypada Allie z dłoni, ręce przylegają jej do boków, a nogi łączą się razem. Zesztywniałe ciało dziewczynki zaczyna przechylać się do przodu, lecz bolesnym upadkiem na twarz chronią Puchonkę poduszki wyczarowane w odpowiednim momencie przez profesora Heffernana.
Liam i Peter wypuszczają z ulgą powietrze, ten pierwszy rzuca mordercze spojrzenie Jin-sunowi.
—Dobrze rzucone zaklęcie, Jin-sunie — chwali chłopaka nauczyciel. — Rzuć teraz przeciwzaklęcie i pozwolimy powalczyć kolejnym osobom.
Krukon wykonuje polecenie profesora, a Allison wstaje szybko i podnosi swoją różdżkę.
— Nie! Ja jeszcze nie skończyłam! — krzyczy dziewczynka i rzuca zaklęcie. — Rictusempra!
Jin trafiony zaklęciem nie może opanować śmiechu. Łapie się za brzuch w miejscu trafienia, a Allie nie może powstrzymać zadowolonego uśmieszku. 
Jin, zażenowany niespodziewanym atakiem Allie, decyduje się nie oszczędzać przeciwniczki i chce zagrać jeszcze agresywniej. Szybko wykonuje ruch różdżką i rzuca zaklęcie Drętwota.
Allie reaguje błyskawiczniei zanim zaklęcie ją dosięga, wyczarowywuje chmurę obronnego dymu, który sprawia, że z łatwością robi unik.
— Ha! Tego się nie spodziewałeś! — wykrzykuje Puchonka, przygotowując się do kolejnego ruchu.
— Dość! — stanowczo oznajmia profesor Obrony Przed Czarną Magią i zaklęciem Expelliarmus rozbraja dziewczynkę.  —Allison, czy nie wyraziłem się jasno, że wasz czas na pojedynki minął? Muszę odebrać 10 punktów Hufflepuffowi za dwukrotne nieuzasadnione użycie czarów. Ravenclawowi zabieram 5 punktów, gdyż Jin-sun użył jednego zaklęcia.
Allie naburmuszona zaczyna mówić coś pod nosem. Usłusznie jednak schodzi z miejsca do pojedynków.
— A zabawa się dopiero zaczynała… Trzeba to kiedyś powtórzyć na poważnie, Jin, wtedy ci pokażę! — obiecuje Allie chłopcu.
— Okej, dziękuje wam bardzo na dziś — zwraca się profesor do pierwszorocznych. — Jestem pod wrażeniem tego, jak szybko chłoniecie wiedzę. Oczywiście, mam zastrzeżenia co do niektórych zachowań… — patrzy się wymownie na Allison. — Ale mam nadzieję, że to się nie powtórzy. Możecie już iść, na pewno macie masę zadań do zrobienia- w tym z Obrony Przed Czarną Magią. Pamiętajcie, minimum trzy strony pergaminu. Do zobaczenia z niektórymi jutro na lekcji.
Uczniowie opuszczają salę, w której odbywały się pojedynki i udają się do swoich Pokoi Wspólnych. 

Komentarze